Rozważałem Afrykę ale: za ciężka, za droga. Fakt, że to pełnowartościowy 2-osobowy turystyk ale ja szukam 1-osobowej zabawki, za którą nie będzie strach nie płacić autocasco. No i dotarłem do T7. Zacznę od wad. Troszkę za ciężka ale do przeżycia. Przydałaby się jakaś inna (ostrzejsza mapa) - reakcja na gaz minimalnie opóźniona. Ale są to zarzuty trochę na siłę. Poza tym same zalety. Dojechałem tylko do 150km/h i nie mam większych uwag. Kanapa, na którą większość pomstuje, dla mnie OK. Oni chyba nie jeździli na KTMach
. Jazda na stojąco (dla mnie podstawowa) - bajka, nawet nie trzeba podnosić kierownicy. Lepiej niżw 790R a o niebo lepiej niż na Afryce. Z tyłu nie ma żadnego uchwytu, więc od razu brałbym akcesoryjny tylny bagażniczek z uchwytami (i gmole). Moto zdecydowanie 1-osobowe. Wąskie, poręczne, dobrze wyważone, choć w łąkowym błocie prowadzenie nieco gorsze niż KTMów (690R i 790R). Szyba dla mnie OK, większa przeszkadzałaby w terenie. Zawieszenie bardzo dobre, porównywalne z KTMami - minimalnie miększe - to dobrze (na najtwarszym ustawieniu). Kanapa wcale nie taka wysoka, jak powiadają. Dla mnie mogłaby być ciut wyższa (178 wzrostu). Ogólnie, za obecne 41k jak najbardziej warto. Sam nie kupuję go (na razie) tylko z powodu rychłego wyjazdu. Jeśli ktoś dobrnął do końca tej opowieści - w nagrodę 2 fotki. Na żywo zdecydowanie najlepiej prezentuje się niebieski.
