Miałem okazję pojeździć trochę (~5400km) tym moto, więc garść przemyśleń z pktu widzenia użytkownika Kawy z1000sx i byłego użytkownika CBF1000.
Od czego zacząć? Mocarny dół. Lekkie odkręcenie powoduje całkiem fajne katapultowanie. Pojemność pojemnością i oczywiście dogmat, że jak V-ka to elastyczna i ciągnie od dołu - ale... musi mieć obroty. Na 6. roboczy I komfortowy zakres to 2-3krpm, co odpowiada 85-130km/h. Poniżej tych obrotów zaczyna się dusić, powyżej - wpada w mało przyjemne wibracje. One oczywiście narastają . Pociągnąłem go do licznikowych 1,1$ (=~1,76zł) - budzik ma wyskalowany do 1,2$- to trząsł się tak, że musiałem się domyślać do jakich oznaczeń dojeżdża wskazówka. To chyba sprawa geometrii bo bardzo ciężko go postawić z kosy do pionu, nawet jeśli pchamy go udem. Duży, toporny I ciężki. Zakrętów I pochyleń na małej prędkości to on nie lubi. W grupie 13 motocykli było kilka paciakow przy próbie skręcania przy 0-5km/h, ja, zanim go trochę wyczułem, miałem kilka dramatycznych podparć nogą. Jednak z czasem okazywało się, że pewne ze wzgl na nisko położony środek ciężkości, to jest taka wańka - wstańka. Ma tendencję do prostowania, trzeba tylko pilnować prędkości. Oczywiście nie byłbym godzien rozwiązać rzemyka u sandałów tym wszystkim policjantom, którzy na YT robią tym ciasne slalomy na minimalnej prędkości ale po takim przebiegu i jakichś ciasnych zakrętach i zawrotkach to już nie jest żaden kosmos ani wiedza objawiona. Trzeba tylko na to poświęcić trochę czasu. I pilnować by silnik cały czas ciągnął do przodu.
Na szybszych górskich winklach miał tendencję do odjezdzania na zewnątrz, pomimo powiekszania przeciwskrętu i prędkości. Jakieś efekty dawało do dodatkowo przeniesienie dupy do wewnątrz zakrętu ale to ciągle była walka z tym motocyklem. Przejechałem się też Indianem Roadmasterem i ten takie winkle brał nieporównanie lepiej, lekko i posłusznie.
Ergonomia - tu jest naprawdę nieźle. Po ~1000km zaczęła mnie boleć dupa, po ~1300 - lekko nogi w kolanach. Do przebiegu 2000 to minęło. Bardzo dobrze wyprofilowana kierownica, siodlo fajnie grubo tapicerowane, co się sprawdza na nawierzchni Route 66, która w zasadzie w większości jest w różny sposób pofałdowana albo połatana. Na moim Moto już dawno by mi dupa odpadła. Tempomat, super. Radio, które słychać do ~100km/h - super. Prognozowany zasięg przy pełnym baku - >500km, co by dawało jakieś 4,5l/100. Nigdy nie sprawdzałem ile realnie palił bo mi się nie chciało zapisywać stanu licznika i przeliczać galonów na litry. Ale myślę, że w warunkach jazdy prawie wyłącznie Route 66, to nie przekroczyło 5,5l/100, a całkiem możliwe, że było mniejsze. Sprzęgło chodzi ciężko, biegi wchodzą ciężko i każdy z tradycyjnym jeb! Zmiana bez sprzęgła idzie w nim jakoś kulawo. Po 3700 km dolewka 0,5l. Oleju, po następnym tysiącu ze ćwiartka Ale też upały bywały niemożebne.Ochrona przed wiatrem raczej ok, jeździłem bez zatyczek. W owiewce jest "turbulizator" - dziura zasłonięta klapką. Jej otwarcie uspokaja w wyraźny sposób obieg powietrza. Zamykałem klapkę przy mega upałach (te dochodziły do +45 stopni) - powodowało to niewielki ruch powietrza - gorącego ale zawsze. Poza tym owiewka ma 2 wyciécia po bokach, więc opływu wiatru się nie pozbędziemy. 2 boczne kufry, ładowane od góry. Gówniane zamki, które często nie łapały ale patent dobry - żeby nie spowalniać grupy, często wyciągałem stamtąd butelkę z wodą w czasie jazdy. Przedni hamulec chodzi ciężko i jest średnio dozowany ale czuje się, że działa.
Tylny hamulec równie efektywny jak przedni. Z czasem zacząłem nim o wiele więcej hamować niż przodem. Stopa nie boli tak jak palce. Generalnie - ciężki, toporny sprzęt z wielkim piecem, z którego jednak niewiele wynika (roboczo nazwałem ten sprzęt Esiokiem), niewiele daje ale też niewiele wymaga (jeśli pilnujemy prędkości ). Bardzo dobry na długie proste, przepustowe drogi z minimalnà ilością znaków drogowych. W polskich realiach, powszechnym chamstwie na drodze (w US jest naprawdę wysoka kultura pod tym względem) i przepychaniu sie między autami jakos zupełnie go nie widzę. Japońska masówka motocykli sportowo - turystycznych czy UJM przy nim sprawia wrażenie precyzyjnego, lekkiego, mega wydajnego zegareczka, trafiającego w punkt. Ale też z 2. str. nie wyobrażam sobie przejechania moim moto przez Route 66 - na pewno mniej bym widział, a dupa by mi odpadła. Zrobiłbym tą trasę oczywiście szybciej ale pewnie byłbym bardziej zmotany pod koniec każdego dnia. Oczywiście gdyby mnie po drodze żaden szeryf nie odstrzelił za to że byłem niegrzeczny.




, a zaraz potem odcinkę. 